Nie mam bałaganu w głowie. Mam za dużo odpowiedzialności.

Często słyszę, że mam chaos w głowie.
Że się gubię.
Że zapominam.
Że wszystko robię naraz i przez to „nie ogarniam”.

Ale im dłużej się temu przyglądam, tym bardziej wiem, że to nie jest prawda.

To nie chaos. To przeciążenie. I to jest ogromna różnica.

Coraz częściej widzę, że to, co inni nazywają chaosem w głowie, jest po prostu skutkiem tego, że mam za dużo odpowiedzialności.

chwila ciszy w domu – kubek kawy, kredki i codzienność przeciążonej mamy pracującej w domu
Czasem to wystarczy. Kubek kawy, kilka kredek i moment ciszy w środku dnia.

To nie jest chaos. To mentalny ciężar

Bałagan kojarzy się z brakiem porządku.
Z niedbalstwem.
Z tym, że komuś się nie chciało.

A to, co ja mam w głowie, nie jest bałaganem.
To lista spraw, które same się nie zrobią.

Ktoś musi pamiętać o:

  • zakupach
  • jedzeniu
  • żłobku
  • pracy
  • psie
  • domu
  • terminach
  • planach
  • tym, czego brakuje
  • tym, co się kończy
  • tym, co będzie jutro

I bardzo często tą osobą jestem ja.


Odpowiedzialność, której nie widać

Najcięższe rzeczy są niewidzialne.
Nie widać ich na pierwszy rzut oka.
Nie da się ich odhaczyć.

To nie jest tylko „zrobienie obiadu”.
To:

  • zaplanowanie
  • sprawdzenie, co jest w lodówce
  • przypomnienie sobie, kto czego nie je
  • pilnowanie godzin
  • pamiętanie o ubraniach na jutro / praniu „na już”
  • ogarnianie rzeczy, których nikt nie zauważa, dopóki ich nie zabraknie
  • trzymanie w głowie terminów: żłobek, lekarz, zakupy, rachunki

To nie jest tylko „ogarnięcie dziecka”.
To bycie cały czas mentalnie obecnym.
Gotowym reagować.
Gotowym zmieniać plany.

Kiedy ktoś mówi: „przecież nic nie robisz”,
to wiem, że nie widzi tej warstwy, która jest najcięższa.

Mini-test: „Chaos” czy przeciążenie?

Zaznacz, co dziś jest prawdą. Na końcu dostaniesz krótką podpowiedź, co może Ci realnie ulżyć (bez presji).

Warstwa, której często „nie widać”
Sen: ile godzin spałaś ostatniej nocy?
Wartość: 6 h
Odpowiedzialność: ile „obszarów” prowadzisz dziś mentalnie? (dom, praca, dziecko, pies, zakupy, papierologia…)
Wartość: 4

Gdy praca kończy się zamknięciem drzwi, a u mnie nigdy

Są ludzie, którzy wychodzą do pracy na osiem godzin.
Zamykają drzwi.
Idą do swojego świata.
Po pracy wracają — i dom jest po prostu domem.

U mnie tak to nie działa.

Moja praca jest w domu.
Czasem zaczynam o 6:00, zanim jeszcze zdążę wypić kawę.
Zanim dom się obudzi.
Zanim pojawią się pierwsze pytania, potrzeby, sprawy do ogarnięcia.

A kończę…
Czasem wtedy, gdy Alicja już śpi.
Gdy ostatnią ofertę wysyłam po cichu, z telefonem w dłoni, żeby nikogo nie obudzić.

I to działa też w drugą stronę.

Bo przez te osiem godzin, kiedy ktoś jest „w pracy”,
ja w tym samym czasie:

  • muszę znaleźć moment na obiad
  • wyjść z psem
  • ogarnąć dziecko
  • odpowiedzieć na maile
  • pomyśleć, co jutro
  • dopilnować tysiąca drobiazgów

Praca nie zatrzymuje się wtedy ani na chwilę.
Po prostu nakłada się na wszystko inne.

I kiedy ktoś wraca do domu po pracy,
wszystko już jest gotowe.
Obiad zrobiony.
Dom jakoś funkcjonuje.
Dziecko ogarnięte.

Nie widać tego, że ja w tym momencie ledwo mam siłę dalej działać.

A działam.

I są takie momenty — często jeszcze przed południem, między jedną ofertą a drugą — kiedy na chwilę się zatrzymuję i myślę sobie:

Popatrz, ile już dziś ogarnęłaś, dziewczyno.
Jeszcze nawet nie ma południa.

I wtedy wiem jedno.
Nikt nie ma prawa powiedzieć, że jestem leniwa.

Pisałam o tym szerzej w tekście Nie jestem leniwa – mój mózg działa inaczej, bo to, co często nazywa się lenistwem, bardzo często jest po prostu przeciążeniem.


Dlaczego to wygląda jak chaos

Z zewnątrz to może wyglądać jak chaos.
Jak rozkojarzenie.
Jak brak skupienia.

Bo gdy w głowie jest 15 otwartych zakładek,
to trudno skupić się na jednej.

To nie brak skupienia. To nadmiar odpowiedzialności walczącej o pierwszeństwo.

Gdy cały czas:

  • przewidujesz
  • pilnujesz
  • pamiętasz
  • reagujesz

to nie zostaje dużo przestrzeni na spokój.

I to nie znaczy, że coś jest ze mną nie tak.
To znaczy, że mam za dużo na głowie.


Gdy odpowiedzialność nie jest podzielona

Najtrudniej jest wtedy, gdy odpowiedzialność nie jest równo rozłożona.
Gdy jedna osoba „pomaga”, a druga niesie całość.

Bo pomoc to jest:

  • zrobienie czegoś, gdy ktoś poprosi

A odpowiedzialność to:

  • pamiętanie, że w ogóle trzeba to zrobić

Jeśli jedna osoba pamięta o wszystkim,
to druga może sobie pozwolić na spokój.

I wtedy bardzo łatwo powiedzieć:

„przesadzasz”
„znowu się nakręcasz”
„masz chaos w głowie”


Co mi naprawdę pomaga

Nie motywacja.
Nie „weź się w garść”.
Nie kolejne listy zadań.

Pomagają mi:

Czasem to jest wspólne kolorowanie z dzieckiem. – — takie bez zasad i bez poprawiania, o którym pisałam w osobnym tekście Wspólne kolorowanie z dzieckiem. Nie kolorujemy ładnie – kolorujemy razem.”
Czasem kawa wypita, zanim posprzątam.
Czasem świadome odpuszczenie.

Nie po to, żeby było idealnie.
Tylko po to, żebym nie musiała dźwigać wszystkiego naraz.


Na koniec

Jeśli też słyszysz, że masz chaos w głowie,
zatrzymaj się na chwilę.

Może to nie chaos.
Może to przeciążenie.
Może to za dużo odpowiedzialności, której nikt nie widzi.

I to nie jest Twoja wada.
To sygnał, że nosisz więcej, niż powinnaś.


Poniżej zebrałam kilka pytań, które wracają najczęściej, gdy mówimy o chaosie w głowie, zmęczeniu i przeciążeniu.
Jeśli któreś z nich brzmi znajomo, to już dużo mówi.

Czy to normalne, że mam wrażenie „15 zakładek w głowie”?

Tak. To częsty objaw przeciążenia odpowiedzialnością i bodźcami. To nie musi oznaczać, że „coś jest z Tobą nie tak”.

Czy „mental load” dotyczy tylko mam?

Nie, ale u mam bywa szczególnie intensywny, bo nakłada się na opiekę, logistykę domu i presję „ogarnięcia”.

Skąd mam wiedzieć, czy to ADHD, czy po prostu zmęczenie?

Zmęczenie mija po odpoczynku. ADHD i przeciążenie wracają jak schemat i wpływają na codzienne funkcjonowanie nawet wtedy, gdy „teoretycznie wszystko jest okej”. Jeśli temat wraca latami, warto to obserwować i ewentualnie skonsultować. To nie jest autodiagnoza. To zaproszenie do uważności wobec siebie.

Jak przestać mieć poczucie winy, gdy odpoczywam?

Zacząć od mikro-odpoczynku, który nie „uruchamia alarmu”: 5 minut ciszy, 10 minut herbaty, 1 spacer bez celu. Winę zmniejsza regularność, nie perfekcja.

Jeśli ten tekst coś w Tobie poruszył, zatrzymaj się tu na chwilę.

Zostaw swój e-mail — nie po to, żeby „coś musieć”,
ale po to, żeby czasem dostać ode mnie kilka spokojnych słów.
Bez presji. Bez perfekcji. Bez obowiązku bycia ogarniętą.

Czasem będzie to refleksja.
Czasem przypomnienie, że to, co czujesz, ma sens.
Czasem coś, co pomoże zdjąć z głowy jedną zakładkę mniej.

Jeśli masz na to przestrzeń — jesteś mile widziana.

Name

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *