Zdalnie, świadomie, po swojemu – jak wygląda moja praca naprawdę.

Praca zdalna z dzieckiem przy nodze to nie reklama biurka z Instagrama.

To raczej balansowanie między cappuccino a kredkami, między mailem a „mamo, chodź!”. Ale nie zamieniłabym tego układu na żaden inny.

Od trzech lat pracuję zdalnie dla firmy, której magazyn i siedziba znajdują się w Tychach – czyli dokładnie po drugiej stronie Polski. A ja? Siedzę sobie w Kobylnicy, tuż obok Słupska. Pracuję przy biurku, najczęściej w towarzystwie psa Alexa i Alicji. Moje życie od dawna toczy się blisko morza – i blisko wszystkiego, co dla mnie ważne. Praca zdalna to dla mnie nie tylko sposób zarabiania, ale i styl życia, który pozwala mi żyć po swojemu.


🍼 Jak wygląda mój dzień z pracą zdalną.

Moja doba startuje… o 5:00. Dziękuję za to Alicji. Kiedy większość ludzi jeszcze śpi, ja jestem już po pierwszym spacerze z Alexem. Odpalam laptopa i odpisuję na maile albo tworzę oferty. To moment, gdy w domu jest jeszcze względna cisza i mogę w spokoju ogarnąć pierwsze zadania.

Potem: śniadanie dla męża, szybkie ogarnięcie siebie, i zanim on wyjdzie do pracy – wychodzimy na poranny spacer w trójkę: ja, Alicja i Alex. Po powrocie: drugie śniadanie, mycie pupy po kupie (tak, serio – codzienność nie wybiera), krótka zabawa, pierwsza kawa (często już zimna), i… praca.

Zdarza się, że Alicja siedzi na moich kolanach, a ja klikam jedną ręką. Zdarza się, że Alex domaga się zabawy w środku ważnego maila. Potem kolejny spacer, próba ugotowania obiadu (z dzieckiem „pomagającym”), i w końcu – drzemka Alicji. To moje dwie godziny ciszy. Mój święty czas. Laptop, skupienie, efektywność.

Wieczorem? Zwykle jestem padnięta. Bałagan w kuchni, sterta prania, głowa pełna zadań. Ale wiem jedno – pracuję w swoim rytmie. Nie jest idealnie. Jest moje.


🤖 Sztuczna inteligencja, czyli moje trzecie ramię.

Od kiedy zaczęłam korzystać z narzędzi opartych na AI – jak ChatGPT – zyskałam nie tylko czas, ale i przestrzeń do lepszego planowania. AI nie pisze za mnie. Ale pomaga mi:
– układać szkice,
– planować wpisy,
– znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania
– czasem nawet przypomni, że miałam coś zapisać 😉

Dzięki temu mogę szybciej wracać do Alicji. I do siebie.


👩‍👧 Macierzyństwo i praca? To nie balans, to mikstura.

Nie jestem ani supermamą, ani kobietą sukcesu z motywacyjnych grafik. Jestem sobą. Pracującą mamą, która łączy obowiązki z miłością i chaos z poczuciem sensu.

Czasem piszę maile z kredką w ręku. Czasem odbieram telefon z psem na smyczy i dzieckiem w wózku. Czasem gotuję obiad, ogarniam psa, poprawiam przecinek w treści oferty i zapominam, gdzie postawiłam kawę.

W tym wszystkim próbuję też znaleźć choć chwilę dla siebie – na ćwiczenia, książkę, kilka oddechów. Jeszcze mi się to nie udaje. Ale nie przestaję próbować.

Bo wiem, że to też jestem ja. I że ta mała przestrzeń tylko dla mnie – to nie luksus. To potrzeba.

Ale w tym wszystkim jestem obecna. Dla niej, dla siebie, dla pracy. I to się dla mnie liczy.


💛 Na koniec – po swojemu, znaczy wystarczająco.

Nie mam systemu idealnego. Mam system realny. Codziennie uczę się elastyczności, odpuszczania i szukania tej jednej godziny, która naprawdę jest moja.

Zdalnie. Świadomie. Po swojemu.

Ślad łapki psa i dziecięcej stopy na rozlanej kałuży, symbol codzienności mamy pracującej z domu.
Małe ślady po wielkich dniach – między kawą, pracą i zabawą.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *