Adaptacja w żłobku cz. 4: Mikołaj, powrót Cioci Kamili i nasz Happy End (po 3 miesiącach!)
Mówi się, że do trzech razy sztuka. U nas trzeba było powiedzieć: do trzech miesięcy sztuka. Bo właśnie tyle trwała nasza droga od pierwszego płaczu w szatni do momentu, w którym mogę z czystym sumieniem napisać: Mamy to. Adaptacja zakończona sukcesem.
Ale zanim otworzę szampana (oczywiście bezalkoholowego, bo rano trzeba wstać), muszę Wam opowiedzieć o tym, co działo się „po drodze”. Bo zanim zrobiło się tak pięknie, jak jest dzisiaj, zaliczyłyśmy jeszcze jeden solidny zakręt.
Listopadowy chaos i tęsknota za „Bazą”
Kiedy myślałam, że wychodzimy na prostą, nadszedł listopad. Najpierw choroby, potem długi weekend (10 i 11 listopada, kiedy żłobek był zamknięty), potem znowu infekcja… Zrobiły się z tego dwa tygodnie, w trakcie których Alicja była w żłobku łącznie może dwa dni.
Wszystko się rozsypało.
A najgorsze nadeszło po powrocie. Okazało się, że ukochana ciocia Alicji – ciocia Kamila – musiała awaryjnie przejąć opiekę nad inną grupą.
Dla dorosłego to błahostka. Dla dwulatki, która wraca po chorobie w obce miejsce? Koniec świata.
Alicja czuła się zagubiona. Chodziła smutna, popłakiwała, nie mogła się odnaleźć. Bez swojej „bezpiecznej bazy” żłobek znowu stał się groźny.
💛 Efekt Cioci Kamili, czyli wielki przełom
Ale w końcu ciocia Kamila wróciła do grupy. I to był ten moment, na który czekałam.
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Alicja odzyskała pewność siebie. Wystarczyło kilka dni, by wróciła do równowagi. I to jakiej!
Ostatnie tygodnie to pasmo małych sukcesów, które dla mnie są jak Mount Everest:
- Jedzenie: Znikają śniadanka, obiadki, a nawet zupka po drzemce. Wszystko zjedzone.
- Spanie: Alicja śpi na drzemce minimum 1,5 godziny!
- Poranki: Idzie do sali z uśmiechem. Oczywiście nie sama – zawsze musi towarzyszyć jej „wsparcie” w postaci misia albo lali, które dumnie niesie w rączce.
💛 Mikołajki – dowód, na który czekałam
Jeśli miałam jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, czy Alicji jest tam dobrze, rozwiał je początek grudnia.
W piątek dzieci ubierały choinkę – odebrałam Alusię tak rozpromienioną, że sama poczułam magię świąt. Ale prawdziwe wzruszenie przyszło w poniedziałek, w Mikołajki.
Dostałam od cioci filmik.
Na nagraniu dzieci śpiewają piosenkę dla Mikołaja. A moja Alicja?
Najpierw podeszła do Mikołaja – bez cienia strachu, z tą swoją wielką ciekawością. A potem… usiadła blisko cioci Kamili i pokazywała rączkami słowa piosenki.
Śpiewała. Była spokojna. Była radosna. Czuła się bezpiecznie.
To było najpiękniejsze nagranie, jakie w życiu widziałam. Wtedy poczułam w sercu ten ostateczny „klik”. Ona tam jest szczęśliwa.
Nasza nowa rutyna (i granica 14:30)
Czy jest idealnie? Prawie.
Mamy jedną zasadę, której na razie się trzymamy: odbiór o 14:30.
Próbowałyśmy dłużej, ale zauważyłam pewną prawidłowość. Kiedy zegar mija 14:30 i pierwsze mamy zaczynają odbierać inne dzieci, Alicja robi się smutna. Zaczyna zerkać na drzwi i popłakiwać, bo „to jeszcze nie moja mama”.
Dlatego na razie nie przeciągamy struny. 14:30 to nasz idealny czas. Ona wychodzi uśmiechnięta, a ja mam pewność, że nie czekała w tęsknocie zbyt długo.
💛 Podsumowanie: Warto było
Dziś, po trzech miesiącach, patrzę na moją córkę, która z misiem pod pachą maszeruje do sali i daje buziaka cioci Kamili, i myślę sobie: było warto.
Warto było przetrwać ten płacz, te choroby, ten chaos i moje własne wyrzuty sumienia.
Adaptacja to nie wyścigi. To proces. Czasem trzeba zrobić krok w tył (jak my w listopadzie), żeby potem zrobić dwa kroki naprzód.
Dla nas ten rozdział jest już zamknięty. Żłobek stał się częścią naszego życia – taką normalną, dobrą częścią.
Dziękuję, że towarzyszyłyście nam w tej drodze. Wasze wsparcie tutaj, na blogu, było dla mnie nieocenione.
— Aneta, Alicja (fanka Mikołaja) i Alex 🎄
To już koniec naszej serii o adaptacji!
Jeśli dopiero do nas dołączyłaś i szukasz pocieszenia w trudnych początkach, zajrzyj tutaj:
- [Część 1: Jak wygląda adaptacja w żłobku] – o naszych trudnych początkach.
- [Część 2: Choroby i emocje] – o tym, jak wirusy burzą plany.
- [Część 3: Małe kroki i kryzysy] – o walce o każdy uśmiech.
A jak Wasze maluchy reagowały na Mikołaja w żłobku? Był płacz czy ciekawość jak u nas? Dajcie znać! 👇
